WŁADYSŁAW PERCHALUK DLA RYNKU ZDROWIA O ZWIĘKSZENIU LICZBY MIEJSC I RESPIRATORÓW

Dzisiaj, 6 października resort zdrowia ma ogłosić decyzję dotyczącą sposobu poszerzania puli łóżek dla pacjentów z koronawirusem. Władysław Perchaluk, prezes Związku w rozmowie z Rynkiem Zdrowia zrelacjonował, jak wygląda sytuacja w zarządzanej przez niego placówce – bytomskim Szpitalu Specjalistycznym nr 1.

Władysław Perchaluk w wywiadzie dla Rynku Zdrowia zaznaczył, że wojewoda nałożył na jego placówkę (szpital drugiego stopnia zabezpieczenia covidowego) obowiązek zwiększenia liczby łóżek z 11 do 35, w tym przygotowania dwóch stanowisk z respiratorem, dla pełnoobjawowych pacjentów z dodatnim wynikiem testu na SARS-CoV-2. Taką decyzję bytomski szpital otrzymał w piątek, 2 października. – Udało nam się szybko spełnić ten warunek. Już od soboty zaczęły do nas przyjeżdżać karetki z zakażonymi pacjentami z województwa małopolskiego, m.in. z Nowego Targu i Zakopanego. Skutek jest taki, że na dziś ze wspomnianych 35 miejsc covidowych wolnych mamy już tylko 7. Z kolei oddział w Chorzowie, wskutek zakażeń koronawirusem wśród personelu, praktycznie nie funkcjonuje. Tak więc obecnie w całej 4-milionowej górnośląskiej aglomeracji dla chorych z COVID-19 pozostał nasz bytomski oddział zakaźny oraz Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Tychach.

Prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego zaznacza w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że sytuacja związana ze zwiększającą się liczbą przypadków zakażeń koronawirusem jest coraz bardziej dynamiczna, co jest już związane z nakładającym się na epidemię SARS-CoV-2 sezonem grypowym.

– W związku z koniecznością przyjmowania na oddział zakaźny przede wszystkim pacjentów zakażonych koronawirusem nie leczymy tam pacjentów cierpiących na wiele innych groźnych chorób zakaźnych, takich jak, m.in. wirusowe zapalenie wątroby typu C, choroby weneryczne czy borelioza – zwraca uwagę Władysław Perchaluk.Wskazuje jednocześnie, że samo zwiększenie liczby covidowych łóżek, a także stanowisk z respiratorami nie rozwiązuje jeszcze wszystkich problemów. – Do obsługi tych urządzeń są bowiem jeszcze potrzebni anestezjolodzy i pielęgniarki anestezjologiczne, których brakuje w polskich szpitalach – dodaje. 

Cały artykuł dostępny jest TUTAJ.